Dziś chciałbym wspomnieć o francuskim kinie, które ciągle nas zadziwia. Bez wątpienia Francuzi produkują najlepsze filmy w Europie (Taxi, Transporter, 13 Dzielnica czy 2 Dni w Paryżu), jednak najczęściej są to komedie romantyczne lub filmy sensacyjne.
Ostatnio zdarzyło mi się oglądać Dziewczynę z Monaco, nie miałem co robić i włączyłem sobie ten film. Nie spodziewałem się zbyt wiele, raczej czegoś w stylu Miłość, nie przeszkadzać!, jednak film nie był kolejnym smętnym romansidłem. Otóż na początku poznajemy wziętego prawnika od spraw beznadziejnych, który przyjeżdża do pracy do Monaco. Po pierwszej filmowej scenie można przypuszczać, że z łatwością przychodzi mu uwodzenie kobiet, jednak nie lubi „cielesnej rozkoszy”. W Monaco broni on kobiety, która zabiła swojego kochanka. W ramach pracy otrzymał swojego prywatnego ochroniarza, który wyręcza go w wielu sprawach. Podczas filmu Bertrand poznaje piękną młodą dziewczynę, która ma na niego duży wpływ. Stają się kochankami, przy czym nasz prawnik poznaje prawdziwy charakter Audrey ( jest byłą dziewczyną jego ochroniarza i raczej kobietą wolnych obyczajów). Po kilku nawet zabawnych sytuacjach zrozumiał swój błąd i pragnie powrócić do swojego dawnego życia, jednak natręctwo kochanki nie pozwala mu na to.
Film można uznać po części za komedię, a po części za dramat. Widać zły wpływ kobiety, na słabego psychicznie mężczyznę, który nieustannie poddaje się jej woli. Można powiedzieć, że film kończy się dość smutno, jednak bardzo prawdziwie. Każdy musi ponieść winę za swoje czyny. Uważam, że warto obejrzeć ten film, czasami jest nam szkoda głównego bohatera (jednak nie wtedy, gdy leży w łóżku z nagą, piękną dziewczyną), który prawie przegrał proces przez gadatliwą „pogodynkę”.


